# Sekta zajęła jego dom i żąda testamentu. "Boję się o swoje bezpieczeństwo" **Published:** 2026-07-20T05:05:00+0200 **Source:** [wiadomosci.onet.pl](https://www.onet.pl/informacje/onetwiadomosci/sekta-zajela-jego-dom-i-zada-testamentu-boje-sie-o-swoje-bezpieczenstwo/t1rw167,79cfc278) --- Mateusz Schuler Poniżej streszczenie artykułu: Skrót przygotowany przez Onet Czat z AI, może zawierać błędy. Stanisław, członek sekty Jasna Strona Mocy, obawia się o swoje życie po odmowie sporządzenia testamentu, w którym miałby przepisać swoją nieruchomość na guru sekty, Sanjayę Jaraszka. Obecnie mieszka z siedmioma mężczyznami z grupy, którzy nie płacą czynszu, a proces eksmisji nadal trwa. Jaraszek wywierał na niego presję, grożąc mu, że jeśli nie przepisze gospodarstwa, to jego życie będzie zagrożone. Byli członkowie sekty opowiadają o manipulacjach i wołaniach o ofiary, jakie jako członkowie musieli składać. Policja odmówiła wszczęcia dochodzenia mimo dostarczonych dowodów na groźby ze strony lidera sekty. Zapytaj o więcej Onet Czat z AI Członkowie sekty Jasna Strona Mocy z Nysy oddają guru połowę zarobków i rent. Do redakcji Onetu zgłosili się dwaj mężczyźni, w przypadku których stawka była wyższa — chodziło o przejęcie nieruchomości lub pieniędzy z ich sprzedaży. Posłuchaj artykułu 00:00/00:00 Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy Marian Zubrzycki, Zdjęcia własne / PAP Gospodarstwo we wsi Lipowa niedaleko Nysy. W kółku: Sanjaya Jaraszek Stanisław* cztery lata temu, za namową Sanjayi Jaraszka, guru sekty Jasna Strona Mocy, sprzedał swoje mieszkanie w dużym mieście wojewódzkim, a następnie kupił gospodarstwo we wsi Lipowa pod Nysą. Miejsce szybko stało się centrum nyskiej sekty. Sekta z Nysy. Rafał miał się żenić, ale trafił do Jasnej Strony Mocy. Ojciec: niedawno go widziałem Dziś 31-letni mężczyzna obawia się o swoje życie, bo nie chce zgodzić się na sporządzenie testamentu, w którym cała nieruchomość zostanie zapisana Sanjayi Jaraszkowi, czyli liderowi sekty. Czytaj nas częściej w Google — Zostałem sam we własnym domu z siedmioma mężczyznami pod dowództwem Jaraszka — opowiada. — Oni nigdy nie płacili czynszu. Złożyłem zawiadomienie do prokuratury i sądu w Nysie. Rozpoczął się też proces eksmisji.Chcę po prostu, żeby ci ludzie wyprowadzili się z mojego domu. I dodaje: — Obawiam się o swoje bezpieczeństwo. W ostatniej rozmowie Jaraszek powiedział mi, że jeśli przepiszę gospodarstwo na niego, to nie będzie miał powodu, aby mnie zabić. "Wy żyjecie tutaj jak w wojsku, a za niewykonanie rozkazu czeka pluton egzekucyjny" Sprawę Jasnej Strony Mocy opisaliśmy w Onecie po raz pierwszy 20 kwietnia 2026 r. Od tamtej pory do redakcji zgłaszają się kolejne osoby poszkodowane przez groźną sektę. Jedną z nich jest właściciel gospodarstwa, który nie może pozbyć się ze swojego domu członków grupy. — Kupiłem to gospodarstwo z myślą, że będę po prostu z nimi pracował, ale nie wiedziałem, że zaczną wymuszać na mnie przepisanie nieruchomości lub zapisanie jej w spadku guru. Żeby udowodnić, że ma powody, by bać się o siebie, mężczyzna nagrał rozmowy z guru, przekazał je Prokuraturze Rejonowej w Nysie i zawiadomił organy ścigania o usiłowaniu przejęcia nieruchomości poprzez stosowanie sugestii i gróźb. Prokuratura odmówiła jednak wszczęcia dochodzenia. — Materiały sprawy zostały przekazane do Komendy Powiatowej Policji w Nysie, gdzie w Wydziale Dochodzeniowo-Śledczym wszczęto i zarejestrowano postępowanie sprawdzające. W toku prowadzonego postępowania przyjęto m.in. zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, a także dokonano sprawdzenia nośników dostarczonych przez pokrzywdzonego. Na podstawie zebranego w sprawie materiału dowodowego wydano postanowienie o odmowie wszczęcia dochodzenia, które zostało zatwierdzone przez prokuratora nadzorującego to postępowanie — przekazała Onetowi mł. asp. Janina Kędzierska, oficer prasowy KPP w Nysie. Zdjęcia własne Siedziba sekty we wsi Lipowa niedaleko Nysy Stanisława ciągnęło do oglądania w internecie filmów prezentujących alternatywne spojrzenie na rzeczywistość. W 2021 r. algorytmy podsunęły mu film z Jaraszkiem w roli głównej. I przepadł. Po roku śledzenia sekty w sieci Stanisław przyjechał po raz pierwszy do Nysy. Czuł, że to prawdziwa wspólnota. Nigdy wcześniej nie działał w podobnej grupie. Na początku uderzył go poziom organizacji. Wszystko dopięte na ostatni guzik, ekologiczne jedzenie i wspólna praca. Nabrał zaufania do innych mężczyzn, członków grupy, a ci przekonywali go, by zamieszkał z nimi. Dominikanie: rodziny proszą nas o wyciągnięcie bliskiej osoby z sekty Kiedy tłumaczył, że przed przeprowadzką do Nysy blokuje go nieruchomość w innym mieście, usłyszał, że mieszkanie może sprzedać, a zarobione pieniądze przeznaczyć na zakup gospodarstwa. — Broniłem się. Mówiłem, że wolałbym wynająć moje mieszkanie, bo nigdy nie wiadomo, co przyniesie przyszłość, a tak miałbym stały dochód. Jaraszek razem z Mateuszem Kokoszką naciskali dalej. Kokoszka to prawa ręka guru i finansowy mózg sekty. Dziś już nie pojawia się na filmach promujących grupę i niechętnie przyznaje się do znajomości z Jaraszkiem. Większość czasu poświęca na rozwijanie miejskiego portalu informacyjnego PortalNysaTV współpracującego z burmistrzem Nysy Kordianem Kolbiarzem. Zarządza również licznymi biznesami wyrosłymi z działalności sekty. Liderzy sekty przekonywali, że wynajem to jedynie kłopot, wynikający choćby z konieczności stałego doglądania mieszkania. W końcu mężczyzna uległ namowom i w 2022 r. je sprzedał. Chwilę później trafiła się okazja w niewielkiej wsi Lipowa pod Nysą: starsza kobieta niedawno owdowiała i nie miała dalej siły samodzielnie prowadzić gospodarstwa. Wyceniła je na niewielką sumę. Stanisław wyłożył gotówkę i podpisał dokumenty u notariusza. Tak gospodarstwo wraz ze stodołą i kilkoma hektarami polaznalazło się w jego rękach. Zdjęcia własne Zdjęcie wykonane po zawarciu umowy kupna nieruchomości. Po lewej stronie Mateusz Kokoszka, prawa ręka guru Pierwsze dwa lata wspomina jako spokojny czas. Nikt nie pytał o akt własności. Przestrzeń była wspólna, a praca równo dzielona między członków Jasnej Strony Mocy. Gospodarstwo w Lipowej zamieniło się w centrum życia sekty. Cyklicznie odbywały się tam zjazdy członków z całej Polski. Na stałe w domu zamieszkało siedmiu mężczyzn. Sekta, manipulacja, guru. Jak werbują sekty? Wszystko zmieniło się w kwietniu 2026 r. po publikacji naszego reportażu, w którym ujawniliśmy metody działania sekty. Wówczas guru zaczął wywierać na właściciela nieruchomości ogromną presję, aby ten sporządził testament lub przepisał na niego teren i budynki. Jaraszek tłumaczył to potrzebą zabezpieczenia swoich interesów. Gospodarstwo w ciągu ostatniego roku przeszło szereg inwestycji, takich jak remont stodoły i odnowienie wnętrz domu. Środki na remont pochodziły z funduszy popowodziowych, bo budynki zostały zalane podczas powodzi w 2024 r. — Od razu się sprzeciwiłem. Powiedziałem, że to za wcześnie na testament. Mam dopiero 31 lat. Powiedziałem im, że to jest tworzenie dziwnych mechanizmów, w które wolałbym nie wchodzić. Dla nich to miała być furtka do przejęcia nieruchomości — mówi Stanisław. Odmowa rozgniewała guru. Wtedy spór między mężczyznami eskalował. Rozmowa z Jaraszkiem z końca kwietnia 2026 r. odebrała mężczyźnie złudzenia. Katolicka "sekta" w Częstochowie. Szokujące świadectwa — W tej chwili wszystko przepadło. Nie mam do ciebie już zaufania. Wy żyjecie tutaj jak w wojsku, a jeśli nie wykonujesz rozkazów, to czeka cię pluton egzekucyjny — groził mężczyźnie Sanjaya Jaraszek w rozmowie telefonicznej. — Ta presja spowodowała u mnie całkowitą utratę zaufania do Jaraszka, a przez to do całej grupy. Bo skoro wszyscy ślepo go słuchają i wykonują jego rozkazy, to nie ma tam miejsca na dyskusję. Nie mam żalu do tych ludzi, którzy tam są. Oni po prostu nie wiedzą, co robią, tak jak ja kiedyś nie wiedziałem. Zdjęcia własne Siedziba sekty we wsi Lipowa niedaleko Nysy Presja i groźby Nagrania rozmów, które trafiły do prokuratury, trwają ponad godzinę. Słychać na nich, jak guru nieustannie wraca do tematu testamentu. — Mam plany poważnych inwestycji. Niedługo to wszystko będzie warte milion złotych, a potem ty będziesz mieć wypadek. Przyjedzie twój brat czy ktoś inny. To jest moje życie i my będziemy musieli odejść. Nie będziemy mieli żadnych praw do tego domu — słychać na nagraniu głos Jaraszka. Zdjęcia własne Gospodarstwo we wsi Lipowa niedaleko Nysy — Wykonam jeden, jeden telefon i wszyscy stamtąd wychodzą. To są moi ludzie, a ty się mnie nie słuchasz. A jak się mnie nie słuchasz, to ja cię zostawię na pastwę demonów. Zostawię cię. Masz słabe zdrowie. Jesteś ledwo żywy. Ja ci tu dałem lepsze życie, a ty chcesz mnie zniszczyć — kontynuuje. W głosie guru słychać nerwowość. Co jakiś czas bluzga, nazywa Stanisława idiotą i psychopatą. Mówi, że przemawiają przez niego demony. — Jak cię zostawię, to zeżrą cię demony. Pieniądze ci nie pomogą. I dalej: — Chcę tylko zabezpieczenia w razie wypadku. Tylko tyle chcę. A ty się uparłeś, żeby zniszczyć nas wszystkich, narobić problemów. Sekta zamordowała ponad 400 wyznawców. "Dzieci umierały jako pierwsze" Pod koniec rozmowy głos Jaraszka łagodnieje. — Słuchaj, przepiszemy to na przykład na Rumiego [inny członek sekty] i będziemy żyć tak, jak żyliśmy. Tylko będą inne papiery. Wtedy już nie będzie problemu ze spadkiem. Obecnie trwa proces eksmisji siedmiu mężczyzn, którzy przebywają nielegalnie na terenie posesji. Dla części z nich termin na wyprowadzkę minął 12 lipca, reszta powinna wyprowadzić się z gospodarstwa 27 lipca. — Usłyszałem od nich, że to ziemia, którą obiecał im Sanjaya, dlatego nie planują opuszczać mojego domu. Jestem zmuszony mieszkać z nimi pod jednym dachem. Członkowie sekty barykadują się w pokojach i całkowicie ignorują moją obecność. Jedynie uważnie mnie obserwują, mierzą wzrokiem. Zdjęcia własne Gospodarstwo we wsi Lipowa niedaleko Nysy To nie pierwsza ofiara Jaraszka Do redakcji Onetu zgłosił się również Kamil*. To były członek sekty, który w 2025 r. o mało nie stracił swojej nieruchomości na rzecz Jaraszka. — Żyłem w sekcie, ale odszedłem w ostatniej chwili. Sprzedaż była już dopięta. Sprawą zajmował się agent nieruchomości. Zablokowałem to na samym finiszu. Uratowałem dom, ale zapłaciłem karę za zerwanie umowy. Powiem szczerze: byłem głupi. Dziś sam się sobie dziwię, że doprowadzili mnie do tego momentu — mówi w rozmowie z Onetem. Chodziło o sprzedaż działki wraz z budynkiem w stanie surowym niedaleko Krakowa. 200 tys. zł uzyskane ze sprzedaży miały zasilić budżet sekty i pomóc w zakupie nowego gospodarstwa w okolicach Nysy. — Jaraszek mówił mi, że każdy coś poświęcił. Że nie da się iść wyżej bez ofiary. Że muszę coś zostawić, żeby otrzymać większą wiedzę. Jedni sprzedawali swoje majątki, inni porzucali własne dzieci — tam działy się straszne ludzkie dramaty — opowiada. Sekta broniła się na Górze Karmel. Spłonęli za swojego "boga" — Myślałem wtedy, że skoro interesuję się duchowością, to powinienem żyć jak wielcy mędrcy. Oni też zostawiali wszystko i szli w świat. To życie i tak przeminie. Uznałem, że muszę to poświęcić. Myślałem o reinkarnacji, o wejściu na wyższy poziom. Odrealniłem się całkowicie — przyznaje. Kamilowi udało się uciec z sekty po kłótni z Jaraszkiem. Wtedy też wycofał się ze sprzedaży swojej nieruchomości. Nigdy więcej nie wrócił do Nysy. Dziś mieszka i pracuje w Holandii. "Sanjaya osobiście instruował niektóre osoby przed rozmowami z lekarzem i komisją" Jaraszek opracował również inny sposób na szybkie i proste wzbogacenie się. Jednym z warunków życia w sekcie jest świadczenie pracy na jej rzecz i oddawanie połowy zarobionych pieniędzy guru. Pracę organizują wyżej postawieni w hierarchii członkowie sekty, którzy otwierają własne firmy budowlano-remontowe. — Zazwyczaj są to firmy jednoosobowe, zakładane na zaufanych członków grupy, żeby płacić mały ZUS na ryczałcie. Później otwiera się kolejną firmę na inną osobę i tak to się kręci — słyszymy. Inni zatrudniają się w przedsiębiorstwach niedaleko Nysy. Połowa zarobionych pieniędzy zawsze trafia do tzw. skarbca Sanjayi. Zdjęcia własne Działki należące do sekty Zdjęcia własne Działki należące do sekty To jednak nie wszystko. Jak dowiadujemy się od byłych członków sekty, część z działających w niej obecnie mężczyzn na stałe pobiera renty na podstawie orzeczeń o niepełnosprawności psychicznej. — Sanjaya osobiście instruował niektóre osoby, jak mają się zachowywać w szpitalu. Tłumaczył, co mają mówić lekarzowi. Mieli kłamać, że słyszą w głowie głosy, które namawiają ich do samobójstwa. Oni dzięki temu zdobywali na komisjach orzeczenia o niepełnosprawności i otrzymywali renty — słyszę. 83-latek ogłosił się prorokiem. Sekta trzymała dzieci pod ziemią Mechanizm podziału zysków jest identyczny jak w przypadku pracy: połowa państwowej renty trafia bezpośrednio do kieszeni Sanjayi. Jaraszek już w latach 90. przeszedł podobną ścieżkę, ponieważ od ponad 30 lat pobiera rentę z tytułu rzekomej choroby psychicznej. — Oficjalną diagnozę pomogła mu załatwić w latach 90. znajoma lekarka psychiatra, która poinstruowała go, jak ma się zachowywać i co mówić przed komisją — o Jaraszku opowiada Onetowi osoba z jego bliskiego otoczenia, która prosi o anonimowość. Dzwonimy do lekarki, której nazwisko kilka razy pojawia się w rozmowach z byłymi członkami sekty. W rozmowie potwierdza, że zna Jaraszka od kilku dekad. Kiedy pytamy, czy w przeszłości wydawała opinie psychiatryczne członkom sekty, których nazwiska wymieniamy, odmawia udzielenia odpowiedzi, powołując się na tajemnicę lekarską. — Strasznie pan namolnie pyta. Powtarzam raz jeszcze: lekarzy i poradnie psychologiczne obowiązuje tajemnica lekarska. Mogę udzielić takiej informacji wyłącznie prokuraturze, sądowi, ewentualnie Zakładowi Ubezpieczeń Społecznych — ucina psychiatrka. *Imiona rozmówców zostały zmienione Czytaj także Zabójstwo Iwony Cygan. Jest wyrok sądu po 28 latach Uzbrojona rosyjska rakieta nad Polską. Wiceminister obrony odpowiada na krytykę Obserwuj nas w Google News 41831 78 53 28 7 2 Mateusz Schuler Pokaż listę wszystkich publikacji Powiązane tematy:Nieruchomości Sekta